O mnie

Naprawy Domowe Remonty Wykończenia Wnętrz Jacek Czerski.
Jestem elektrykiem posiadam również umiejętności remontowo-wykończeniowe.

Lubię czasem eksperymentować z nowymi materiałami pojawiającymi się na naszym rynku.
Ponieważ dotąd mieszkałem w wieżowcu i blokach to bliższa mi jest tematyka mieszkań w wielkiej płycie,
z powyższego powodu raczej kieruję się kompaktową praktycznością niż fantazyjnym wyglądem pomieszczenia, oczywiście również bez zagracania go.
Regały kojarzące się nam z komuną, lądują na śmietniku bądź piwnicach, razem z częścią ich zawartości a w ich miejsce montuje się modne odkryte zabudowy g/k z podobno bardzo reprezentacyjnymi pułkami.
Szafki te nie dość, że jako odkryte są zbiornikami na kurz domowy, to często mają wiele zabudowanej powierzchni.
Być może to pomysły z polotem ale przez to sporo rzeczy rzadziej potrzebnych poleciało do piwnicy.
Dodatkowe pułeczki w wolnych miejscach na ścianach tak ale raczej nie kosztem wywalenia regałów.
W dodatku w wielu zabudowach sporo powierzchni jest niewykorzystanej.
Może to nie nowoczesne spojrzenie ale kłuci się to z naszym celem gnieżdżenia się w niezbyt rozległych mieszkaniach w blokach, za które płacimy często zawalisty czynsz aby mieć za to wszędzie blisko.
O ile w przypadku mieszkania dla singla ma to sens to dla rodziny z dziećmi raczej nie bardzo.
W rozległym apartamentamencie lub domu z odpowiednio wyższymi kondygnacjami na sufity podwieszane na pewno ma to sens i projektanci potrafią wspaniałe prjekty zrobić.
Widziałem częste pytanie przymierzających się do remontu i chcących ograniczyć jego koszty o treści: Czy dam radę sam położyć gres, płytki, glazurę w swoim mieszkaniu lub domu?
Długo czekałem na możliwość zaczęcia zabawy we fliziarza. Warto wcześniej dokształcić się w teorii układania płytek, ponieważ są to lekcje droższe od lekcji golfa. Jak zaczniemy to pewnie skończymy, ale zagłębienie się w temacie układania płytek może zadecydować o tym jak szybko będziemy chcieli skuć dzieło i ułożyć nowe płytki. Położyłem płytki i glazurę w kuchni po czym następne już było coraz łatwiej, a że wynik pracy znajomy wykończeniowiec oraz moja żona będąca budowlańcem ocenili pozytywnie nawet dobrze - jak na pierwszy raz! Po wydłużeniu swojej przygody z płytkami postanowiłem coś opisać, może komuś coś się przyda. A że sam przygotowując się do tego zadania czytałem wszystko jak leci ze znalezionych informacji, najważniejszym jest odsianie plew tzn. specjalistów branży ale od kontaktów z mediami, gdzie przez zbyt uproszczone rady na pierwszej podłodze uparłem się przy zbyt szerokich fugach, a nie tylko powinno się kierować wytycznymi norm czym większa płytka tym szersza fuga ale wziąć w wyborze i inne aspekty. Były i rady gościa miksującego artykuły raczej mistrza webwritingu, któremu bliżej było do aptekarza niż mistrza glazurnika, ponieważ przekręcał branżowe terminy np. "klej higroskopijny" zamiast higroskopowy itd. Także podobno glazurników nie widzących różnicy między gładziami na bazie gipsu naturalnego a gładziami na bazie gipsu syntetycznego i ryzyka stosowania na nich kleju do płytek na bazie cementu. Reakcja chemiczna przy zmieszaniu tych dwuch składników powoduje to, że wydziela się trinida, która puchnie i może nam nawet odsadzić przyklejone płytki. Gips naturalny owszem wchodzi w reakcję z cementem.
Gips syntetyczny jest produkowany z odpadów z elektrowni. Czyli z popiołu w wyniku czego gips syntetyczny nie wchodzi w reakcję z cementem. Więc nie zawsze musimy skuwać już wcześniej położonej gładzi z gipsu syntetycznego przed położeniem glazury ponieważ nastąpiła zmiana planów i Pani domu chce jednak glazurę.
Gips syntetyczny często ma lepsze parametry wytrzymałościowe od naturalnego. W razie konieczności możemy go porysować/ponacinać (ja to robię ostrym sztywnym narzędziem) i zagruntować gruntem do tego przeznaczonym, których jest coraz więcej rodzai. Impregnują one chłonne podłoże i zawierają kruszywa tworząc bardziej porowatą powierzchnię zapewniając płytkom lepszą warstwę szczepną. Grunt wyschnie i śmiało można układać glazurę na tej ścianie na klej na bazie cementu.

Warto czytać karty techniczne wyrobów budowlanych i opisy na opakowaniach a nie bedąc ignorantem od lat działać "na czuja".

Jeżeli chodzi o oświetlenie to może jestem konserwatywny delikatnie mówiąc, ale wolę w pokoju oświetlenie górne na środku czyli tradycyjnie nad stołem.
Nie zgadzam się z głoszonymi opiniami zwolenników oświetlenia punktowego mówiącymi o niedoświetleniu pokoju oświetleniem z żyrandola umieszczonego na środku. W dyżych salonach domów jednorodzinnych owszem ale pokoje w blokach są małe zazwyczaj max 20 - 24 metry i mniejsze np. po 16 i 8,5 m. Wielkość pomieszczeń w blokach i ich rozkład wymusza taki a nie inny rozkład umeblowania poza wyrkiem które jest na ogół większe. Standardowe wymiary mebli i modułów są takie same. Nawet w małym mieszkanku 2 pokoiki były tak zaprojektowane że mieściły się przykładowo 2 moduły regału z zapasem kilku cm od Rurki pionu CO, której nie przesuniesz i nie ma takiej potrzeby. Projektanci bloków już od lat 70-tych brali pod uwagę ustawność mieszkań z zachowaniem standardowych wymiarów mebli zachowanych do dzisiaj. Nie zgodzę się ze zdaniem, że tradycyjna lokalizacja oświetlenia jest już nieodpowiednia i oświetlenie punktowe będzie praktyczniejsze. Zbyt długo się nie uczyłem ale 6 lat zajmowałem się oświetleniem na lakierni, znam barwy światła i policzę sobie natężenie oświetlenia. Więc uważam, że to kolejna "halitoza budowlana" napędzająca popyt na materiały i usługi. W blokach z wielkiej płyty poza wystrojem na nowszy na upartego można coś zmienić, włączniki światła obniżyć dla małych dzieci, lub ręki nie trzeba podnosić. Ale to już tak jak w modzie udziwnić i zaszokować nie koniecznie na długo i nie na co dzień.
Niezbyt sensowna jest zmiana tylko w celu zmiany nie koniecznie na lepsze. Stały się standardem przebudowy ścian działowych z ułańską fantazją w nowo kupionych mieszkaniach i potrafią iść do likwidacji wszystkie możliwe ścianki działowe.
To naturalna potrzeba człowieka dokonanie zmian osobiście. W przypadku projektów domów jednorodzinnych jest tak samo.
Pierwsze pytanie brzmi: Co możemy zmienić?
No i nie wielu fachowców inwestorom podpowie, że to trochę nie tak działa. Jak kupimy wyścigówkę nie zrobimy z niej dobrej terenówki.
Więc kupmy sobie suva.
A często bywa że na dłuższą metę te zmiany okazują się pomysłem "od czapy". Po minięciu okresu fascynacji często okazuje się, że kiepskim pomysłem było powiększenie pokoju kosztem przedpokoju robiąc z niego wąską "kiszkę" bez szafy i wieszaka na mokre kurtki. Przestawienie kawałka ścianki działowej niszcząc wnękę na lodówkę, która staje z drugiej strony i duży stół się zmieści. Ale mimo większej kuchni i tak jest mniej miejsca bo stół duży a mieszkanie nadal takie małe jak było. Natomiast połączenie kuchni z aneksem kuchennym robiąc bar dla przyjaciół po pojawieniu się dziecka lub odwiedzinach teściowej pozbawiło nas jedynego cichego pomieszczenia w mieszkaniu.

Projektanci kiedyś mimo, że za komuny też opierali się na potrzebach przyszłych mieszkańców na tej niewielkiej powierzchni i poza rozdziałem i rozbudowaniem starej łazienki w mieszkaniu w starym bloku cała reszta to taka zmiana dla zmiany - jak te tory za Stalina.

Czego nie powie ci wybrany wykończeniowiec, aranżator wnętrz, ani sprzedawca na stoisku wyposażenia łazienki. Mimo remontu i wydanej kupy kasy bywają klitki nie spełniające podstawowych wymogów higienicznych i praktycznych. Rozdzielenie w miarę wygodnej łazienki jak na warunki blokowe na dwie klitki, nie zawsze jest obowiązkowym punktem remontu. Tak - może to być i często jest praktycznym rozwiązaniem.
Liczna rodzina składająca się z Miłośników długich kąpieli i narcyzmu walczący z resztą wiecznie spieszącej się rodziny. Ale w przypadku 2 osób zamieszkujących w mieszkaniu i uwaga nie zamierzających go sprzedawać zlecają demolkę całkiem niezłej wykafelkowanej łazienki.
Widywałem łazienki z nieźle wyglądającymi płytkami w, których naprawdę szkoda było to skuwać. Powiedzmy kibelek jest już oddzielny, - o kuna czad.
Ale widziałem wiele łazienek w blokach i wielu z nich:
- kibelek jest tak ciasny, że często siedząc na muszli możemy oprzeć głowę na drzwiach. Nawet w niektórych mieszkaniach z lat 70 z fabrycznie oddzielnym kibelkiem - no po imprezie może to być bardzo przydatny atut.
- Pomieszczenie do WC jest tak wąskie, że nawet o małej umywalce nie ma mowy nie wspominając o bidecie. - Po wyjściu z kibelka przy zajętej przez kogoś łazience mamy jedynie w ostateczności zazwyczaj po sąsiedzku zlew w kuchni.
- O cofnięciu oczywiście nie ma mowy z powodów technicznych i konstrukcyjnych.
- W wyniku takiego rozdziału pomieszczenia łazienki na 2 są też i minusy, a bez konkretnie zaplanowanych potrzeb jest to złudną namiastką luksusu dla ubogich.
- Często w wyniku takiego rozdziału albo decydujemy się na pralkę o mniejszej ładowności aby w miarę wygodnie przeciskać się pomiędzy niewielką umywalką albo przenosimy pralkę do i tak małej kuchni.
A jeżeli pralka jest jesszcze dobra? Wywalimy ją i kupimy mniejszą.
I koniec prania grubych kocy, narzut w domu tylko do pralni.
Z gotowaniem też się przenieśmy na stołówkę zyskamy sporo miejsca.
- Często już z przyzwyczajenia zamykamy drzwi łokciem albo przedramieniem aby nie chwytać za klamkę.
To są nawyki naszej polskiej rzeczywistości odstającej od cywilizacji.
Zważyłem, że robię to w przypadku pomieszczeń mokrych mówiąc językiem wykończeniowca czy trzeba czy nie.
Rozdzielając te pomieszczenia będą one jeszcze mniej funkcjonalne i zgodne z przeznaczeniem utrzymania higieny.
I przed remontem musimy to rozważyć.
Ciasna kabina prysznicowa jak cholewa wysokiego gumowca jest daleka od określenia domowym spa.
I już nie odpoczniemy sobie w gorącej kąpieli po powrocie do domu styrani jak koń po westernie.
Jest 1 złudny plus niezaprzeczalny przemawiający za kabiną zamiast wanny.
A mianowicie w bardzo starszym wieku w przypadku niedołężności wejście do kabiny prysznicowej będzie łatwiejsze niż wejście do wanny.
Ale po pierwsze wcale nie musimy w wannie się kłaść i są parawany na wannę i ławeczki.
Po drugie nie należy się programować i przygotowywać do niedołężności ale jej zapobiegać.

Zważywszy na polskie realia i często brak windy lepiej nie unikać ruchu.
Często widzę we wszelkich poradnikowych i reklamowych filmach wstawianie wentylatorków elektrycznych z higrostatem i czasówką.
Nawet w przypadku wydzielonego pomieszczenia.
Nie ważne, że i tak gościnnie często cichaczem włączamy się do czyjegoś kanału wentylacyjnego, to jeszcze w blokach jest to raczej niedozwolone.
Przekrój kanałów wentylacyjnych jest obliczony na określoną liczbę otworów wentylacyjnych tak aby wentylacja grawitacyjna była efektywna.
Natomiast życie pokazuje, że zwłaszcza w letnich miesiącach i na najwyższych piętrach wydajność wentylacji grawitacyjnej bardzo spada a na górnych kondygnacjach potrafi zanikać z powodu braku kominów, które zwiększyły by ciąg.
Pomysł wentylacji grawitacyjnej w blokach jest trochę nie trafiony i jest ekonomicznym rozwiązaniem a nie komfortowym.
Ale najwekrzym błedem jest odcięcie dopływu świeżego powietrza po wstawieniu nowych szczelnych okien, bez nawietrzników i nie rozszczelnienianiu ich przez mieszkańców.
Sprawę dobija wstawianie tych okien w technologii ciepłego montażu co czyni wentylację grawitacyjną często nie wydolną.
Często w czasie kilku miesięcy po oddaniu nowego lub wyremontowanego mieszkania występuje pleśń a z czasem grzyb.
. O efektach powyższego postępowania można sobie poczytać na necie zanim taki błąd zrobimy, ale wymaga to szukania wiedzy głębiej co już jest coraz rzadsze.
Aby wentylacja grawitacyjna była wydajna potrzebuje też napływu powietrza, a zbyt oszczędni mieszkańcy zamykając szczelnie okna i nie żadko zimą zakrywając kratki wentylacyjne mają kłopoty z wilgocią a z czasem pleśnią i grzybem, które potrafią być toksyczne.
Można wentylację grawitacyjną zaadaptować na wentylację hybrydową, i chociaż takie rozwiązania uważam za świetne poprawienie niewydajnej wentylacji grawitacyjnej, to jednak to kosztuje sporo kasy i polega nie tylko na wstawieniu wentylatorków, więc jest jak jest.
Zresztą w mniejszych domkach jest to łatwiejsze do wprowadzenia, natomiast w bloku nie wiem jak to by wyglądało.
Dlatego przepisy często zakazują podłączania okapów z silnikami wyciągowymi wpiętymi w kratkę wentylacyjną i instalowania wentylatorów wyciągowych w kratkach wentylacyjnych ponieważ może to pogorszyć wydajność wentylacji grawitacyjnej sąsiadom lub wpompować im do mieszkań zanieczyszczone powietrze od ignorantów wpiętych do tego samego kanału wentylacyjnego.
Zazwyczaj do tego samego kanału są podpięte mieszkania co drugą kondygnację.
Mało kto pamięta, że jest to blok i nie możemy robić sobie co nam się podoba jeżeli wpływa to na bezpieczeństwo lub komfort sąsiadów. Zamiast kupić wentylator niezbyt silny i ustawić mu minimalny potrzebny czas, najczęściej jak widywałem wentylatorki są wybierane o jak najwydajniejszym i chęć ustawiania zbyt długich czasów w czasówce i hydrostacie.
Moim zdaniem należy kupić wentylatorek wyciągowy o mniejszej wydajności metrów sześciennych na godzinę, zwłaszcza gdy "gościnnie" korzystamy z dzikiego otworu w czyimś kanale wentylacyjnym a widzę, że ludzie wybieraja jak najsilniejsze wentylatory.
10 - 20 lat temu kupowałem wentylatorki 50-60 metrów sześciennych na godzinę i zazwyczaj podłączało sie je pod oświetlenie np. ubikacji. Natomiast teraz w punktach sprzedaży czasem widzę tylko moce 120-180 m sześciennych na godzinę. Często ludzie kupują do małych mieszkań w blokach wentylatory przewymiarowane. W efekcie ludzkiej niewiedzy taki wentylator zimą w 30 lub 15 minut może nam wyciągnąć całe ogrzane powietrze z niewielkiego mieszkania.
Osobiście uważam, że należy ustawić optymalny czas działania potrzebny tylko na potrzebny czas do wyciągnięcia powietrza z łazienki lub ubikacji a resztę lepiej pozostawić grawitacji.
A więc podłączam wentylator pod oświetlenie tak aby w awaryjnej sytuacji uruchomić go na dłużej a wyłącznik czasowy z hydrostatem optymalizuję dobierając potrzebny minimalny czas działania a resztę załatwi grawitacja.
Jeżeli kilku mieszkańców zamontuje sobie (zresztą wbrew przepisom) silne wentylatory wyciągowe, to w mieszkaniach sąsiadów może dojść do odwrotnego ciągu.
Świadomy sąsiad wkurzony smrodem a często dymem papierosowym łatwo wyczuwalnym jeżeli w mieszkaniu się nie pali, zgłosi fakt administracji.
I nie warto być wtedy upartym ignorantem, bo przepisy są wtedy nie sprzyjające nam "chcesz być panem u siebie wyprowadź się do domku" a w bloku nie mieszkasz Sam.

Zafundowano nam żarówkowy przekręt.

Po wycofaniu żarówek wywalamy dużą kasę na mniej komfortowe dla oczu źródła światła. Wiem o zaleceniu kupowania ledów w specjalistycznych elektrycznych sklepach. Niestety te, które znałem są zlikwidowane. Zostały tylko markety. Kilka razy kupiłem droższe żarówki ledowe lepszego producenta, producent pewnie zadowolony ja nie. Ale ponad połowa ledów świeci dobrze ale czy będzie te kilka tysiecy godzin? - hehe.
Będąc elektrykiem dotąd o innej specjalizacji, doceniłem konieczność dokształcenia się w tematyce instalacji elektrycznych. Ponieważ znajomy posiadający uprawnienia elektryczne był zdziwiony tym, że absolutnie zabronione jest kucie bruzd dla instalacji elektrycznych w budynkach z wielkiej płyty mówiąc, że mieszkając w wieżowcu słyszy coraz jak prują ściany aż jęczy to warto o tym napisać.

Zwłaszcza że na sieci wielu "fachmanów" chwali się uporaniem z ciężkim kuciem bruzd dla wymienianych instalacji elektrycznych w blokach z wielkiej płyty i doradzają następnym amatorom na "złotą rączkę".
Próbowałem zebrać w tekście informacje jakie znam z praktyki na naszym terenie w znanych mi przypadkach.

A tak że chciałem napisać jako elektryk o tym czego nie piszą portale budowlane ponieważ od strony marketingu jest nietaktem a warto o tym wiedzieć.

Co do często zadawanego pytania czy da się zrobić gładzie w mieszkaniu nie wyprowadzając się z niego i metoda jak uniknąć wszędobylskiego pyłu, który w zamieszkiwanym mieszkaniu zbiera się mięsiącami jeszcze po remoncie.

Życzę bezbolesnego przebrnięcia przez remont i satysfakcji z zaoszczędzonych pieniędzy dzięki wykonaniu samodzielnie wykonanej części prac remontowych.

.

Autor tekstów w serwisie rzetelnie i starannie przytacza kilka zastosowanych i znanych sobie rozwiązań problemów.
Zawsze wybór rozwiązań należy rozpatrywać indywidualnie.
Więc nie jest on odpowiedzialny za jakiekolwiek rezultaty i konsekwencje tych działań w oparciu o te rozwiązania.
Wszystko co robisz w oparciu o te rozwiązania, robisz na własną odpowiedzialność.